COOSPO TR70 - radar rowerowy. Test i recenzja.

W filmie

  1. 0:00start
  2. 0:41wstęp
  3. 1:06autopromocja
  4. 1:38unboxing
  5. 5:07użyteczność radaru
  6. 6:25wykrywanie obiektów
  7. 7:25fałszywe alarmy
  8. 8:04wykrywanie ruchu
  9. 8:47radar wykrywa tylko zbliżające się obiekty
  10. 10:28kąt detekcji 220 stopni
  11. 11:29błędy zliczania ilości obiektów
  12. 12:10zasięg detekcji 140m
  13. 12:32wykrywa kolarza
  14. 13:55na jakim rowerze przyda się radar?
  15. 14:15gdzie używać radaru?
  16. 15:04zalety radaru
  17. 16:16wady radaru
  18. 17:20wnioski
  19. 18:10zakończenie

Radar dostałem od producenta do testów. Opinia jest moja.

Co to za sprzęt

Radar rowerowy Coospo TR70 z tylną lampką
Coospo TR70. Zdjęcie: coospo.com

Coospo TR70 to tylna lampka z wbudowanym radarem. Montuje się ją na sztycy, a ona śledzi pojazdy nadjeżdżające z tyłu i wysyła informację do licznika rowerowego albo do telefonu. Na ekranie licznika pojawia się pasek z kropkami: każda kropka to pojazd, a jej położenie pokazuje, jak daleko jest od roweru. Do tego dochodzi sygnał dźwiękowy.

Według producenta radar widzi pojazdy z odległości od 5 do 140 m w polu 220 stopni i śledzi kilka naraz. Łączy się przez Bluetooth i ANT+, więc współpracuje między innymi z licznikami Garmin Edge, Wahoo ELEMNT, Bryton i iGPSPORT, z licznikami Coospo CS500 i CS600 oraz z aplikacją CoospoRide.

Dane producenta
Zasięg wykrywania5–140 m
Kąt wykrywania220°
Prędkość względna pojazdów6–128 km/h
Bateria1500 mAh, do 50 godzin
ŁadowanieUSB-C, około 2 godzin
ŁącznośćBluetooth i ANT+
Wymiary i masa96 × 39 × 23 mm, 64 g
Mocowaniećwierćobrót w standardzie Garmina, w zestawie uchwyty do sztycy okrągłej i aero
W pudełkuradar, uchwyt, 2 podkładki gumowe, kabel USB-C, smycz, instrukcja

Dane ze strony producenta, stan na 7 października 2026 r.

Moje spostrzeżenia

Ten tekst jest dla kogoś, kto zastanawia się nad kupnem radaru. Wyłuszczam wszystko, co wydało mi się dziwne, inne, z czym nie miałem wcześniej do czynienia. Być może dla osób, które radarów używają od lat, to są rzeczy oczywiste. Dla mnie to było odkrycie.

Spędziłem z TR70 kilka tygodni. Jeździł ze mną po Chorwacji, po Świętokrzyskiem, na Przełęcz Salmopolską i pod Przegibek. Wiem, że to nic nie zmienia, ale mówię o tym, żeby dać Wam wgląd, że testuję rzetelnie :)

Pudełko i pierwsze uruchomienie

W pudełku jest radar, smyczka, kabelek USB-C i uchwyt. Sam uchwyt pasuje do okrągłej sztycy, a po dołożeniu gumowej wkładki do sztycy aero. Druga wkładka ma gładką powierzchnię i przyda się przy nietypowym przekroju albo przy montażu na bagażniku. Instrukcja jest po angielsku, hiszpańsku, włosku, niemiecku, francusku i „z krzaczkami”. Polskiej nie ma.

Wykonanie wygląda, wydaje mi się, premium. Plastik jest solidny, kolorowa część dobrze spasowana z czarną, a gniazdo USB-C ma porządną uszczelkę. Prosto z pudełka radar nie był naładowany, więc najpierw trzeba go podładować.

Parowanie poszło bez kombinowania. Licznik Coospo znalazł radar od razu. Garmin Edge 530 szukał trochę dłużej, ale też go zobaczył i dodał jako radar.

Jak to działa na drodze

Na Salmopolskiej, czyli na drodze ze Szczyrku do Wisły, w sezonie jest ruchliwie, więc warunki do testu były dobre. Wszystkie samochody zostały wykryte. Niektóre pojawiały się na samym końcu skali, inne dopiero w połowie. Pewnie dlatego, że droga jest kręta i radar pokazuje auto tam, gdzie je złapał.

Najbardziej doceniłem go na długim podjeździe. Kiedy patrzysz w asfalt i po prostu ciśniesz kapuchę, tracisz trochę koncentrację i wtedy takie pipczenie bardzo się przydaje. Przydaje się też przy filmowaniu, kiedy wystawiam rękę z kamerą w stronę środka drogi. Przy bardzo ruchliwej drodze jest gorzej, bo auta jadą cały czas, a pipczenia nie zawsze słychać.

Czego nie byłem świadomy

  • Auto jadące równo ze mną znika. Zjeżdżałem 40–50 km/h, za mną jechał samochód z tą samą prędkością i radar go nie pokazywał. Pokazał dopiero, kiedy zwolniłem i auto zaczęło się zbliżać. Radar reaguje na obiekty, które się do nas zbliżają.
  • Sznureczek aut bywa źle policzony. Jechały trzy samochody, licznik pokazał dwa. Pod Przegibkiem jechały cztery, czwartego nie zauważył. Ten, który schowa się za poprzednikiem, bywa niewidoczny.
  • Fałszywe alarmy. W mojej okolicy zdarzało się, że licznik pokazywał auto, po czym ono znikało, a tak naprawdę nic nie było. Kolega zasugerował, że w gęstym lesie mogły to być solidne owady albo wręcz ptaki. Nie wiem, czy to możliwe. Radar jest czuły: wykrywa samochody, kolarzy, a kiedy spacerowałem z włączonym, wykrył nawet nadchodzącą osobę.
  • Ścieżka obok drogi. Jechałem trasą rowerową wzdłuż głównej szosy, a radar co chwilę piszczał, że coś za mną jest. Faktycznie zbliżała się ciężarówka albo busik, tylko że po drodze obok.

Uczciwie muszę nadmienić jedno: przez te kilka tygodni nigdy nie zdarzyło się, żeby wyprzedził mnie pojazd, którego radar wcześniej nie zasygnalizował.

Czujnik postoju

Siedzę sobie na przełęczy, kończę banana i nagle radar zawibrował i wydał inny sygnał. Przypomniało mi się, że ma czujnik zatrzymania. Po pewnym czasie bez ruchu po prostu się wyłącza, więc nie ryzykujecie, że zapomniany radar wyczerpie baterię do końca. Wystarczyło ruszyć rowerem i znowu zaczął mrugać.

Na jaki rower i gdzie

Na pewno na szosówkę i prawdopodobnie na rower, którym codziennie dojeżdżacie do pracy. Na gravela trochę mniej. Na MTB do lasu właściwie wcale bym nie polecał.

Najlepiej sprawdza się poza miastem. W mieście będzie pikał bez przerwy, bo zbliża się rower, motorower, samochód na tym, drugim i trzecim pasie. Po chwili przestaniecie zwracać na niego uwagę, a w mieście i tak jedzie się w trybie ostrożności. Na mniej uczęszczanej drodze można na chwilę zapomnieć, że są inni użytkownicy, i wtedy radar o nich przypomni.

Plusy

  • Zwiększa bezpieczeństwo. Nawet kiedy odpłynę myślami, przywołuje mnie do porządku.
  • Wiem, jak daleko jest samochód i ile ich nadjeżdża. Z małą gwiazdką: w 95% można mu wierzyć.
  • Światło reaguje na ruch. Kiedy zbliża się auto, mruga szybciej, a przy hamowaniu zmienia sposób mrugania.
  • Czujnik ruchu oszczędza baterię na postoju przy kawusi.
  • Kosztuje około 300 zł, czyli mniej więcej cztery razy mniej niż Garmin.

Minusy

  • Nie można mu ufać w 100%. Zdarza mu się pokazać zagrożenie, którego nie ma.
  • Myli liczbę aut jadących jedno za drugim.
  • Nie pokazuje auta, które trzyma tę samą prędkość co ja.
  • Jeśli chciałbym się bardzo czepiać: to kolejne urządzenie, które trzeba ładować przed wyjazdem.

Podsumowanie

Reasumując: czy warto kupić taki radar? Wydaje mi się, że tak, zwłaszcza w cenie około 300 zł. Można mu ufać, wydaje mi się, tak samo jak Garminowi, czyli nie do końca. Warto traktować jego wskazania jak porady kolegi, z którym jedziecie. Kolega też ma prawo się zagapić.

Obawiam się tylko jednego: że zbyt mu zaufam i przestanę zwracać uwagę na cokolwiek innego. A to jest tylko urządzenie. Dlatego przyda się lustereczko, przyda się słuchać, co się za nami dzieje, a przed lewoskrętem i tak warto zerknąć przez ramię.

Źródła