Partyzanckie Ścieżki w Starachowicach - plac zabaw dla MTB!
Co to takiego, te Partyzanckie Ścieżki? Dowiedziałem się o nich od jednego z Widzów. Są bardzo blisko mnie i właśnie dlatego nigdy tu nie byłem. Podjechałem więc nad zalew Lubianka w Starachowicach, żeby to sprawdzić. I nie mówcie, że nie macie półtorej godzinki na rower, bo te trzy godziny mogą być najpiękniejszym rowerowym dniem w Waszym życiu.
Zanim pojedziesz
Jeśli chcecie wiedzieć dokładnie, dokąd jedziecie, wejdźcie na stronę partyzanckiesciezki.pl. Jest tam opis tras, informacja, kto je zbudował, statystyki, mapka i pliki GPX do wgrania na licznik.
Do wyboru są dwie pętle: krótsza, 18 km, i dłuższa, 30 km. Ja pojechałem dłuższą, na elektryku. I od razu powiem, że elektryk nie jest tu wcale na wyrost.
Oznakowanie
Nie wziąłem uchwytu do Garmina i wydawało mi się, że będzie to problem. No ale, panie kolego, wszystko oznaczone jak należy. Początek trasy trudno przegapić: tablica mówi, że nie można na Sur-Ronach, nie można na quadach, można na rowerkach. Dalej prowadzą strzałki na drzewach. Czadersko wyglądają i jest ich tyle, że nie trzeba patrzeć na licznik.
Warto przeczytać legendę na tablicy. Niebieskie strzałki pokazują kierunek jazdy. Białe strzałki na niebieskim tle oznaczają, że to już ostatni kilometr.
Dwa razy mimo wszystko pojechałem źle. Raz strzałkę zasłonił mi traktor. Drugi raz ktoś ewidentnie próbował wyrwać i przekręcić znak. Przykro, że zdarzają się ludzie, którzy za wszelką cenę chcą innym utrudnić życie. Chyba że to łosie. Tak, to na pewno jakieś łosie.
Jak się tu jeździ
Myślałem, że to będzie lajtowa ścieżynka jak w parku. Już na początku okazało się, że jest się gdzie powspinać.
Można by tu jechać na siagę prosto i robić tylko kilometry. Ale trasa jest wymyślona inaczej. Jedziecie przez jeden mostek, zawracacie, drugi mostek, wracacie i dopiero dalej. Nie po to, żeby nabić dystans, tylko żeby nacieszyć się rowerem. Lewo, prawo, góra, dół, korzenie, kamsztorki. Wow, taka perełka w pobliżu.
Myślałem też, że w Świętokrzyskiem będę narzekał na brak widoków. Widoki są tutaj zupełnie niepotrzebne, tyle jest zabawy z samej jazdy.
W kilku miejscach trzeba pojechać technicznie. Leżą duże kamsztory, bardzo charakterystyczne dla Gór Świętokrzyskich, i można się wykopyrtnąć. To nie jest trasa na taczanie się z rodziną, chociaż pewnie też do przejechania. Dla kogoś, kto chce troszkę ambitniej pocisnąć po lesie, rewelacja.
Minus: prace leśne
Pozachwycałem się, a tu prace porządkowe i dużo bałaganu. Patrzyłem na strzałki, nie zauważyłem gałęzi i zmieliłem ich trochę łańcuchem. Zaliczyłem też glebę, na szczęście w miękkie igliwie, więc dramatu nie było. W jednym miejscu droga jest grząska po maszynach leśnych, ale na elektryku idzie się jak złoto.
Zastanawiałem się nawet, czy nie jestem tu na nielegalu, bo słyszałem pracujące maszyny. Przy wjeździe nie było jednak żadnej informacji o zamknięciu. Mam nadzieję, że do przyszłego sezonu będzie posprzątane i będzie można naprawdę poszaleć.
Historia, wilki i łosie
Na szlaku spotkałem pana Grzegorza, pasjonata historii. Opowiedział mi o Wykusie, miejscu spotkań partyzantów w czasie II wojny światowej, potem o powstaniu styczniowym, a na koniec o tym, że są tu wilki i żeby w nocy się nie szwendać. Trochę mnie nastraszył, ale potem uspokoił: wilki w ciągu dnia robią obchód terenu, ale ludzi raczej nie atakują. Miejsce pełne historii, przyrody i grzybiarzy.
Po drodze jest tablica z wierszem o powstańcach i partyzantach walczących w tych lasach, podpisana przez Mariana Stefańskiego z Węglowa.
A potem spotkałem łosia. Stał między drzewami. Strasznie duże to bydełko. Dobrze, że postanowił poczekać, aż ten oszołom przejedzie, a nie bronić rodziny. Od tej chwili czułem się trochę niepewnie, bo trasa kręci lewo, prawo, zawrotka i nie byłem pewien, czy przypadkiem do tych łosi nie wracam. Postanowiłem się nie stresować. Jak spotkam, to się zaprzyjaźnię. Mam batoniki z orzeszkami.
W domu bym takiej przygody nie przeżył. Wychodźcie na rowery.
Polana Langiewicza
Trafiłem na miejsce obozu generała Langiewicza i przy okazji na pomnik przyrody, sosnę pospolitą. Niepozorna polanka w lesie. Gdyby nie flaga i obelisk, nie zwróciłbyś uwagi. Ale kiedy wyobraźnia zaczyna pracować, to miejsce robi się ciężkie od historii. Mam takie poczucie, że tu działo się coś ważnego, a ja jestem tu przez przypadek i bez specjalnego celu. Pojechałem dalej, zanim zrobiłem się bardziej melancholijny.
Za polaną ścieżka na chwilę ginie w poszyciu i człowiek nie wie, czy jedzie dobrze, czy już się zgubił. Na szczęście strzałki szybko wracają.
Podsumowanie
Przejechałem 30 km. Taki, wydawałoby się, zwykły zalewik, a jest to brama do placu zabaw dla MTB-owców. O ludzie, jak tu jest fajnie.
- Start: zalew Lubianka w Starachowicach.
- Dystans: pętla 30 km albo krótsza 18 km.
- Charakter: kręte, flowowe ścieżki w lesie, niewiele mocno technicznych elementów, sporo krótkich podjazdów i zjazdów.
- Oznakowanie: bardzo dobre, niebieskie strzałki przez całą trasę.
- Po drodze: Wykus, Polana Langiewicza, miejsca pamięci. Można spotkać łosia.
- Rower: elektryk sprawdza się tu doskonale. Na krótszą pętlę chcę wrócić na analogu.
Naprawdę szczerze polecam. Jeżeli macie wolny dzień i w miarę blisko do Starachowic, przyjedźcie na Partyzanckie Ścieżki. To będzie świetny ubaw.



