Maroko gravel 1/9 - Taroudant - Ait Baha - Kross Esker 6.0

Wyjechałem do ciepłego. Pierwszy etap marokańskiej przygody prowadził z miasta Taroudant do miasta Ait Baha. Nic Wam to pewnie nie mówi. Mnie też do tej pory nic nie mówiło. Na razie to dla mnie tylko droga do przodu.

Agadir: dziesięć rowerów i dwa busy

Dolecieliśmy do Agadiru i od razu zaczęło się przygodowo. Pech chciał, że dwa zamówione busy nie były przystosowane do przewiezienia dziesięciu osób z dziesięcioma rowerami. Miejsca było mało, panowie próbowali to załadować, a pudła w żaden sposób nie chciały im się poskładać.

Nocleg był w warunkach raczej polowych, ale fajnie. Pokoje po dwa łóżka wokół dziedzińca, więc trzeba było dobrać się w dwójki. I coś, co dla bywalców krajów arabskich jest oczywiste: przy większości toalet jest taki wężyk, żeby obmyć to, co się ubrudziło :)

Pierwsze zakupy, czyli totalny chaos

Kupiony internet nie działa i trzeba kombinować. Sprzedawca chce pomóc, ale ciężko się dogadać. Jednemu zadziałało, drugiemu nie, więc trzeba poprawiać. Oj, masakra.

Idziesz do sklepu i nie masz kompletnie pojęcia, ile te pieniądze są warte. Wiesz, że z założenia chcą na turystach zarobić, więc nie wiesz, czy zapłaciłeś dobrze, czy źle.

Taroudant – Ait Baha

Na starcie było prawie 30 stopni. Przepraszam, tylko 27 :) Nie przemarzały mi dłonie, z czego bardzo się cieszyłem. W tle góry Antyatlasu, a wokół lokalna architektura i mnóstwo kabli. To bardzo charakterystyczna rzecz, którą tu zauważyłem.

Po zjeździe z głównej drogi przyszedł czas na zasadę „sam go pcham, ale mam go”. Musi być wypych na gravelowym wyjeździe. Podejście miało podobno około 2 km, a nachylenie dochodziło do 15 procent. Pod kołami kozie bobki, nie mylić z jagódkami.

Jak się czytało „W pustyni i w puszczy”, że gdzieś przez takie tereny musieli się przedzierać, to się tak wygodnie czytało na kanapie. A wyobraźcie sobie, że jest jeszcze lato i 45 stopni.

Temperatura spada szybko

Na obszarach pustynnych różnica między dniem a nocą jest duża i zmienia się błyskawicznie. Startowaliśmy przy 29,8 stopnia. Na podejściu miałem już 18,7, a pod koniec dnia poniżej 17. Miałem nadzieję, że szybko się do tego przyzwyczaję i się nie przeziębię.

Muszle w górach

W tym surowym otoczeniu znalazłem muszle, co mnie zaskoczyło. Jestem laikiem i nie mam bladego pojęcia, skąd się tu wzięły. Jest ich mnóstwo, całych i skruszonych, w różnych miejscach. Tak jakby żyły tu takie ślimaczki.

Końcówka dnia

Zastanawiałem się, co na mnie szczeka, a to kozy! A nie, koza nie szczeka :) Całkiem sympatycznie.

I jeszcze jedno, w co po prostu nie mogłem uwierzyć: ludzie jadą, trąbią i pozdrawiają. Tak przywitało nas Maroko pierwszego dnia.

  • Trasa: Taroudant – Ait Baha.
  • Rower: gravel Kross Esker 6.0.
  • Najtrudniejszy moment: około 2 km wypychu przy nachyleniu do 15%.
  • Temperatura: od blisko 30 stopni na starcie do poniżej 17 wieczorem.